11.5.13

Dieta "MŻ"




W końcu doczekaliśmy się wiosny. Owszem, pogoda nadal płata nam figle, ale jest CIEPŁO. Z ulgą "zarchiwizowałam" zimowe buty i wyciągnęłam moje ulubione baleriny (wygoda! wygoda! wygoda!). Rok 2013 rozpoczęłam pechowo - od zwichniętego kolana - toteż trochę mi się przytyło. Jak człowiek nie rusza się przez miesiąc, a przez kolejnych kilka paraduje o kulach tudzież w stabilizatorze (zwanym przez nas "robo-nogą"), to nietrudno o dodatkowe centymetry tu i ówdzie. Muszę dodać, iż ów człowiek lubi dobrze zjeść i jest łakomczuchem :-)



Tak czy owak wraz z odchodzeniem zimy w TV zaroiło się od reklam cudownych tabletek i koktajli odchudzających. Gdyby wierzyć im na słowo, wystarczy łyknąć specyfik rano i wieczorem i voilà! Nagle wszyscy faceci będą się za tobą oglądali, a koleżanki zzielenieją z zazdrości (to tekst z jednej z reklam). I tylko małym druczkiem jest czasem napisane, że tabletki jedynie WSPOMAGAJĄ odchudzanie i nie ma co liczyć na efekty, jeśli nie przejdziemy na zdrową dietę i nie będziemy regularnie ćwiczyć. Logiczne i zrozumiałe. Niestety wiele kobiet ślepo ufa reklamom i wydaje krocie na (drogie jak diabli) suplementy. Ostatnio młoda dziewczyna, za którą stałam w kolejce do aptecznego okienka, pytała farmaceutkę o "najszybciej odchudzającą tabletkę". No niestety, nie od razu Kraków zbudowano - trzeba wziąć się za siebie, trochę "pocierpieć" i uzbroić się w cierpliwość. 

Do pewnego wieku miałam bardzo szczupłą figurę - teraz muszę po prostu uważać, bo łatwo i szybko przybieram na wadze. Mój współczynnik BMI jest wręcz idealny, ale to pewnie dlatego, że jestem dosyć wysoka :-) Po paru miesiącach uziemienia i nonszalanckiej diety z trudem wcisnęłam się w moje ulubione dżinsy. Musiałam też chwilowo zrezygnować z obcisłych t-shirtów, bo uwydatniają to, co uwydatnione być nie powinno :-) Postanowiłam zawalczyć o smuklejszą sylwetkę i - przede wszystkim - lepsze zdrowie! Zaraz po Wielkanocy przeszłam na dietę i już po miesiącu widać efekty (o czym świadczą chociażby komplementy, jakie dostaję od znajomych). Co to za dieta? Najprostsza na świecie - dieta "MŻ".


"MŻ" to skrót od frazy "Mniej Żreć" :-) Komentarz chyba zbyteczny... W miarę stosowania diety "MŻ" zauważyłam, iż mam coraz mniejszy apetyt na niezdrowe, słodkie czy tłuste potrawy, a większy na to, co zdrowe i wartościowe. Jem mniej, ale jem też dużo mądrzej, przez co czuję się lepiej i na ciele i na duchu (poprawiła mi się nawet cera). Ze względu na nogę moje ćwiczenia ograniczają się do długich spacerów, unikania windy oraz podnoszenia ciężarków, ale z dnia na dzień coraz szybciej pokonuję schody na 5. piętro. Nie łykam żadnych wspomagaczy - jedynie raz dziennie piję szklankę wody z łyżeczką octu jabłkowego na poprawę trawienia. Gdybym stosowała specjalną dietę, zapewne schudłabym szybciej - ale to nie dla mnie. Lubię dobre, różnorodne (i na szczęście także zdrowe) jedzenie. 

Nie przeszłam na dietę po to, żeby oglądali się za mną faceci, a koleżanki pękały z zazdrości. Robię to dla siebie, dla dobrego samopoczucia oraz lepszej kondycji. Mój M. akceptuje mnie taką, jaką jestem - a ja chcę być szczęśliwa w swojej skórze :-)

 




1 komentarz:

Hazel pisze...

Ja od kilku dni wdrażam projekt "warzywo", bo po majowym weekendzie pełnym słodyczy, alkoholu i ogólnie objadania się z wymówką "przecież to wybiegam" okazało się, że moja cera jest w kiepskim stanie, a i jakoś nie "wybieguję" wszystkiego ;). Zatem ograniczam mocno słodycze i staram się jeść zdecydowanie więcej warzyw. Powodzenia w Twojej diecie!

Prześlij komentarz