16.11.12

Falling Skies / Revolution / Arrow

Remont skończony, już po przeprowadzce, ale przed nami jeszcze sporo pracy. Urządzanie, urządzanie, urządzanie... Czyli de facto najprzyjemniejszy etap :-) 

Po długim dniu w pracy, a potem po kilku godzinach spędzonych na malowaniu, przenoszeniu i sprzątaniu, zasiadaliśmy przed (małym) ekranem, aby z zapartym tchem śledzić losy naszych ulubionych serialowych bohaterów. Można Amerykanów lubić lub nie, ale trzeba im przyznać jedno - kręcą świetne TV series. Nas wciągnęły ostatnio zwłaszcza trzy z nich.


Na początek najsłabszy - Revolution. Mija 15 lat odkąd na świecie nagle zabrakło prądu. Ameryką Północną rządzi Generał Monroe, a porządku pilnuje bezwzględna Milicja, której nie wszyscy zamierzają się podporządkować.


Nieco podobny, choć paradoksalnie bardziej realistyczny jest Falling Skies. Akcja toczy się po inwazji Obcych na Ziemię. Grupa mniej lub bardziej sympatycznych (i uczciwych) ludzi tworzy ruch oporu i próbuje przetrwać w sytuacji wiecznego zagrożenia ze strony niezbyt przystojnych "gości". 


Z kolei Arrow bardzo przypomina Batmana - ocalały z katastrofy jachtu młody milioner, po 5 latach na (prawie) bezludnej wyspie wraca do rodzinnego miasta i jako człowiek w kapturze (nie mylić z Robin Hoodem) na własną rękę wymierza sprawiedliwość. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz