7.8.12

W.E.


Krytycy nie zostawili na "W.E." suchej nitki. Zastanawiam się jednak, jak wyglądałyby recenzje, gdyby reżyserem nie była Madonna, tylko, powiedzmy, jakiś debiutujący reżyser o nieznanym nazwisku. Bo to przecież obciach pochwalić Madonnę - każdy szanujący się wielbiciel kina wie, że to kiepska aktorka i jeszcze gorsza reżyserka. A jednak po obejrzeniu "W.E." mam mieszane uczucia. Nastawiłam się na fatalny film, a tymczasem muszę przyznać, że nie podzielam zdania większości zdegustowanych krytyków. Owszem, nie jest to arcydzieło. Chwilami nudny, to znowu pretensjonalny i rozwleczony. Na pewno nie może być uznany za znakomitą adaptację jednego z najgłośniejszych romansów w dziejach. Ale jest w tym filmie coś, co sprawiło, że oglądałam go z zaciekawieniem, a nawet przyjemnością. 
"W.E." przypomina mi nieco "Marie Antoinette" Sofii Coppoli - jest jak dwugodzinny teledysk, w którym główne skrzypce gra tym razem Wallis Simpson. Kobieta, dla której Edward VIII zrezygnował z tronu. Trudno o lepszą historię miłosną. Film Madonny ukazuje w tej kwestii jedynie wierzchołek góry lodowej, można więc odczuwać pewien niedosyt. Reżyserka (piosenkarka?) stara się zachować obiektywizm - walczy z utrwaloną opinią o Wallis jako cwanej i rozpustnej rozwódki, która omotała księcia. Przyznaję, że dało mi to do myślenia i chętnie poznałabym więcej szczegółów dotyczących tego związku. 
Madonna raz po raz przenosi widza do czasów współczesnych. Poznajemy Wally, nieszczęśliwą mężatkę, zafascynowaną swoją sławną imienniczką. Abbie Cornish jest ujmująca, ale moim zdaniem to Andrea Riseborough w roli pani Simpson zasługuje na laury. Szczególne uznanie należy się jednak projektantowi kostiumów z lat 30-tych XX wieku. I choćby ze względu na modę warto ten film zobaczyć.

2 komentarze:

Mała Mi pisze...

Nie widziałam tego filmu, ale masz rację... krytycy to jedna wielka samouwielbiająca się grupa ;/ albo uwielbiająca to co już uwielbiane... itp... ;)

Ispirazione pisze...

Napisałaś tak, w gruncie rzeczy, zachęcająco o filmie, który otrzymał tak negatywne opinie, że aż musiałam obejrzeć:)
Powiem szczerze, że rzadko zwracam uwagę na opinie krytyków... I chyba całkiem nieźle na tym wychodzę:)

Prześlij komentarz