25.6.12

The Art of French Living (in Kraków)

Zanim związałam się z M., który jest Francuzem, gotowałam i piekłam tylko od wielkiego dzwonu. Nie z braku czasu, ale z braku chęci. Jak to się mówi: nie czułam bluesa. Nigdy nie gromadziłam zapasów w kuchni. Składniki na "obiadokolację" - najczęściej pieczywo i coś do posmarowania - kupowałam w drodze do domu. Dziś wiem, że wrzucenie mrożonych warzyw na patelnię trudno nazwać gotowaniem :-)
Francuzi przywiązują bardzo dużą wagę do kultury jedzenia i przyrządzania posiłków. Wspólne gotowanie to jeden z bardziej popularnych sposobów na spędzenie miłego czasu z rodziną i przyjaciółmi.  To także doskonała zabawa "dla dwojga". Dzięki M. odkryłam nowe smaki i sięgnęłam po przepisy, które kiedyś wydawały mi się zbyt skomplikowane. Szafki w kuchni nareszcie zaopatrzone są jak trzeba, a w zamrażarce sezonowe owoce spokojnie czekają, aby pewnego dnia wylądować w cieście z kruszonką lub orzeźwiającym kompocie.
Kuchnia francuska jest naprawdę wyborna. Aromatyczne sery, chrupiące bagietki, aksamitne foie gras czy słodkie croissant to tylko niektóre z ich słynnych przysmaków. Znajdziecie je w "La Petit France" - klimatycznym bistro przy ul. Św. Tomasza. Jeśli natomiast zapragniecie upiec coś przepysznie francuskiego, polecam stylową książkę kucharską "The Art of French Baking". To prawie 400 stron smakowitych przepisów na najsłynniejsze słodkości znad Sekwany. 
Bon Appétit!



23.6.12

Rowerem do Tyńca


Wraz z nadejściem prawdziwie letniej pogody, wskoczyłam na rower. Najbardziej lubię wycieczki na wsi, w górach, z dala od miasta. W ten weekend zostałam jednak uziemiona w Krakowie - i nie żałuję! Trasa do Tyńca jest łatwa, urokliwa i przyjemna. Na miejscu malowniczo położone średniowiecznie Opactwo Benedyktynów, kawiarenka i sklep z produktami benedyktyńskimi. Ja skusiłam się na fikuśną herbatę i żel do ciała z balsamem Kapucyńskim i propolisem.
Trasa jest bardzo popularna (także wśród rolkarzy), ale na szczęście nie tworzą się korki :-) Jeśli tylko nie będziemy miały z Justi zakwasów (i dopisze pogoda ), jutro kolejna wyprawa!











13.6.12

UEFA EURO 2012

Piłka nożna to mój ulubiony sport (do oglądania). Zawsze z niecierpliwością czekam na wszelkie Mundiale i Euro, bo wiem, że mogę spodziewać się widowiska na najwyższym poziomie. Bo futbol to znacznie więcej, niż kopanie piłki. Tym bardziej teraz, gdy jesteśmy jednym z gospodarzy Mistrzostw Europy. Przed meczami "naszych" cały Kraków aż kipi od emocji. Na ulicach królują biało-czerwone flagi, zewsząd dobiegają zagrzewające do walki śpiewy (tudzież dzikie okrzyki - wszystko zależy od ilości spożytego piwa).
A piwo leje się strumieniami. Znalezienie wolnego miejsca w najlepszych pubach graniczy z cudem. Na szczęście niemal wszyscy właściciele lokali w centrum miasta wyczuli koniunkturę i zaopatrzyli się w plazmowe telewizory. Dzięki temu dane mi jest kibicowanie polskiej drużynie w rewelacyjnej, niepowtarzalnej atmosferze. Ale kciuki trzymam nie tylko za "naszych". Mój M. jest Francuzem, więc na sercu leży mi też powodzenie "trójkolorowych". Właściwie w każdym meczu mam swojego faworyta. Czasem wynika to z sentymentu do danego kraju, kiedy indziej z sympatii do któregoś z zawodników.
Zresztą piłkarze już od jakiegoś czasu coraz bardziej przypominają modeli. Boisko to nie tylko pole walki, ale także pokaz mody. Pierwszy był David Beckham. Owszem, piłkę kopał nienajgorzej, ale mąż byłej Spice Girl kojarzy się głównie z ciągłymi zmianami fryzury i coraz to nowymi (i bardziej okazałymi) tatuażami. Największym gogusiem EURO 2012 jest Cristiano Ronaldo. Zdecydowanie nie w moim typie. Ale sądząc po reakcjach fanek (i ilości pieniedzy, jakie dostaje za kontrakty reklamowe), jestem raczej w mniejszości. Zresztą Ronaldo to tylko jeden z wielu piłkarzy, którzy poza boiskiem zarabiają często więcej, niż na nim. A w internetowych serwisach sportowych łatwiej o sondę "Który z piłkarzy jest najprzystojniejszy", niż "Kto wygra mecz". Przyznaję, iż widok zawodników odzianych w idelanie skrojone garnitury nie jest dla mnie przykry. Wolę jednak, żeby zamiast na układaniu włosów w przerwie meczu, skupili się jednak na grze. Facet powinien wyglądac jak facet. I już!
Nawet jeśli "nasi" nie wyjdą z grupy, będę śledziła turniej z zapartym tchem (i kuflem piwa w dłoni). Następne takie święto piłki nożnej dopiero za dwa lata!



3.6.12

FashionBox - The Immortal Icons of Style


Jeden z moich urodzinowych prezentów - ważący dobrych parę kilo, pięknie wydany album poświęcony ikonom mody.
Nie chodzi tu jednak o celebrytki, ale o ponadczasowe elementy garderoby.
Opis jest zbędny - zdjęcia mówią same za siebie.


The Little Black Dress
 Sienna Miller, Factory Girl, 2006


The White Shirt
Scarlett Johansson, Black Dahlia, 2006


Jeans
Jane Fonda, Comes a Horseman, 1978


The Suit
Romy Schneider, Boccaccio, 1962


The Bikini
 
Rita Hayworth, 1947


 The Turtleneck
Catherine Deneuve, La Chamade, 1968


Hot Pants
Christina Ricci, Black Snake Moan, 2006


The Pencil Skirt
Faye Dunaway, Bonnie and Clyde, 1967


The T-Shirt
Debbie Harry, 1979


The Trench Coat
Meryl Streep, Kramer vs. Kramer, 1979


The Miniskirt
Sharon Stone, Basic Instinct, 1992


The Twinset
 
  Kirsten Dunst, Mona Lisa Smile, 2003


The Androgynous Look
Marlene Dietrich, Morocco, 1930


The Corset
Penelope Cruz, Nine, 2009


Capri Pants
Audrey Hepburn, Sabrina, 1954


The Sheath Dress
Marilyn Monroe, How to Marry a Millionaire, 1953


(fanpop.com, filmnoirphotos.blogspot.com, vogue.it, smokingsides.com, ebay.com, cinema.de, fanpix.net, thebudgetfashionista.com, typotees.blogspot.com, vogue.co.uk, holytaco.com, video.cineplex.com, wineharlots.com, wildsound-filmmaking-feedback-events.com, diamondsjoyandcharm.blogspot.com, buzznet.com)

1.6.12

Intouchables / Nietykalni


Spośród wszystkich filmów, jakie ostatnio widziałam, ten spodobał mi się najbardziej. I sądząc po recenzjach i komentarzach w sieci, nie stanowię tu żadnego wyjątku. Ta francuska komedia bawi i wzrusza - ale robi to w sposób wysublimowany i bezpretensjonalny. A przecież historia sparaliżowanego Philippe'a i jego opiekuna Drissa aż prosi się o stereotypowe uproszczenia. Tymczasem reżyserzy zgrabnie i lekką ręką naszkicowali opowieść o zderzeniu dwóch zupełnie różnych osobowości. Philippe'a i Drissa dzieli niemal wszystko: klasa społeczna, zasobność portfela, wykształcenie, wiek, a nawet kolor skóry. A mimo to potrafią dogadywać się ze sobą, jak mało kto. Philippe nie odnosi się do Drissa z pogardą czy wyższością, z kolei Driss nie traktuje Philippe'a, jak - mówiąc dosadnie - chorego umysłowo. Dzięki swojemu opiekunowi Philippe uczy się żartować z własnej niepełnosprawności, odkrywa uroki życia za murami rezydencji i... odnajduje miłość. A my, wychodząc z kina, czujemy się tak, jakby urosły nam skrzydła.