7.3.12

The Artist


Przyznaję, że do filmu Michela Hazanaviciusa byłam - mówiąc delikatnie - nastawiona dosyć sceptycznie. Oscary już od jakiegoś czasu nie są dla mnie wyznacznikiem jakości, a przecież "The Artist" zdobył kilka statuetek, w tym tę najważniejszą, dla najlepszego filmu roku. Czy zasłużenie? Nie mnie oceniać. W każdym razie mnie się "The Artist" spodobał - i to bardzo.
Zorientowani wiedzą, że to film niemy, nakręcony według standardów z lat 20-tych XX wieku. Dialogi (co poniektóre) wyświetlane są na planszach, obraz ma proporcje 4:3. Aktorzy brak dźwięku nadrabiają rozbudowaną, teatralną mimiką. Tytułowy bohater to starzejący się gwiazdor kina niemego, który nie potrafi pogodzić się z postępem w kinematografii. Jego awersja do kina dźwiękowego sprawia, iż George Valentin usuwa się w cień i popada w coraz większe otępienie. Pomocną dłoń poda aktorowi - paradoksalnie - gwiazdeczka, która skradła mu popularność.
Ach, jak przyjemnie popatrzeć na te dawne gwiazdy Hollywood! Rozdające uśmiechy, składające pokłony publiczności. Jean Dujardin i Bérénice Bejo są tak czarujący, że nie sposób oderwać od nich oczu. Natomiast najtwardsze nawet serce skruszy piesek rasy Jack Russell - wierny towarzysz Valentina.
Film przesiąknięty jest niesamowitą atmosferą lat 20-tych. Wszystko, łącznie z czołówką, wystylizowane jest na tamtą epokę. Dbałość o szczegóły zaskakuje i olśniewa.
Być może Agnieszka Holland ma trochę racji twierdząc, że "The Artist" to idiotyczna wydmuszka. Jestem przekonana, iż to jednorazowy eksperyment artystyczny i że ewentualni naśladowcy poniosą klęskę, nie tylko frekwencyjną. Niemniej jednak ta "idiotyczna wydmuszka" to najprzyjemniejszy film, jaki przyszło mi oglądać w ostatnich miesiącach. Czegóż chcieć więcej...?



3 komentarze:

broszki pisze...

A do tego uroda bohaterki zniewala, mało jest dzisiaj takiego wdzięku na ekranie...

Hazel pisze...

Jest naprawdę uroczy. No i utwierdzam się w przekonaniu, że chcę psa :).

Mała Mi pisze...

;) jakto nie Tobie oceniać? Zobaczyłaś film? Zobaczyłaś. Właśnie ocena takich jak Ty jest dla mnie ciekawsza niż towarzystwa wzajemnej adoracji :)

Prześlij komentarz