16.10.11

Jane Eyre

Niełatwo w dzisiejszych czasach o film romantyczny, który jednocześnie nie jest przesłodzony. Trudno o wiarygodną historię miłości z pozoru niemożliwej. Tym bardziej polecam nastrojową i wyważoną adaptację powieści Charlotte Brontë w reżyserii Cary Joji Fukunagi. 
Mia Wasikowska wciela się w postać sieroty-guwernatki, zakochanej z wzajemnością w swoim chlebodawcy (w tej roli Michael Fassbender). Ich związek jest ewidentnym mezaliansem i mało kto wierzy w to, iż Rochester zdecyduje się poślubić biedną Jane. W opowieści Brontë momenty radosne przeplatają się z tragicznymi. Gdy wydaje się, że bohaterowie odnajdą swoje szczęście, los płata im figla. Gdy mamy wrażenie, iż wszelka nadzieja legła w gruzach, pojawia się promyk nadziei.
Dużym atutem filmu jest obsadzenie w roli Jane znanej z "Alicji w Krainie Czarów" Mii Wasikowskiej. To aktorka ładna, lecz nie olśniewająco piękna - tym samym jej uroda nie odbiega zbytnio od opisu w książkowym pierwowzorze. Michael Fassbender trzyma poziom, ale to Mia - grająca niemal przezroczystą Jane - przykuła moją uwagę. Mimo wyjątkowo nietwarzowej fryzury.

2 komentarze:

Hazel pisze...

Jestem bardzo ciekawa czy mnie też się spodoba. :)Czas sprawdzić repertuar kin!

iza pisze...

Ewon, Twoj blod sie coraz bardziej w str filmu .....kieruje....beda jeszcze jakies inne wpisy???niefilmowe?

Prześlij komentarz