7.7.11

Filmowo

Na długie, deszczowe dni, nie ma nic lepszego, niż film. Ostatnimi czasy, ze względu na przymusowe koczowanie w czterech ścianach, oglądałam je w ilościach wręcz hurtowych. Skupię się na tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

„Revolutionary Road” reż. Sam Mendes

Ten film to przede wszystkim popis aktorstwa w wykonaniu duetu Winslet – di Caprio. Wcielają się w role młodego małżeństwa, które w latach 50. osiada na przedmieściach jednego z amerykańskich miast. Frank pracuje w firmie, którą gardzi. April zajmuje się domem i wychowaniem dwójki dzieci. Uchodzą za cudowną parę, ale za fasadą pozornej sielanki kryją się głęboko skrywane frustracje i wzajemne pretensje. Nie dajcie się zwieść polskiemu tłumaczeniu tytułu – „Droga do szczęścia” ma się do treści jak pięść do nosa.



„Precious” reż. Lee Daniels

Therese (nazywana pieszczotliwie Precious) jest nastoletniaą chorobliwie otyłą Murzynką. Mieszka z matką, która znęca się nad nią fizycznie i psychicznie. Therese jest w drugiej ciąży z... własnym ojcem. Do tego dochodzą problemy z nauką i skumulowane przez lata kompleksy. Nastolatka znajduje zrozumienie i sympatię dopiero w osobie sympatycznej nauczycielki. Mo’Nique za rolę egoistycznej matki zasłużenie dostała Oscara. Polecam wszystkim, a szczególnie tym, którzy narzekają na swoje życie. „Precious” to poruszająca opowieść z (uwaga!) optymistycznym zakończeniem.


„Virgin Suicides” reż. Sofia Coppola

Stany Zjednoczone, koniec lat 70. Najmłodsza córka państwa Lisbon próbuje popełnić samobójstwo. Tak rozpoczyna się historia pięciu atrakcyjnych sióstr, dojrzewających w cieniu surowych, katolickich rodziców. „Virgin Suicides” to debiut reżyserski Sofii Coppoli. Bardzo dobry zresztą. Co prawda wolę atmosferę „Lost in Translation”, ale ciężko oderwać oczy od Kirsten Dunst w roli intrygującej i niejednoznacznej Lux.



„About a Boy” reż. Chris Weitz, Paul Weitz

Naprawdę nie wiem, czemu przez dobrych parę lat zwlekałam z obejrzeniem filmu. braci Weitz Słyszałam, że jest dobry, a mimo to nie było nam po drodze… A szkoda, bo to jeden z tych filmów, do których chce się wracać. Zabawny, wzruszający, ciepły, z przesłaniem. Hugh Grant jest wręcz stworzony do roli Willa – bogatego przystojniaka, którego jedynym celem w życiu jest zaliczanie kolejnych panienek. Do czasu… Oglądając „About a Boy” na przemian śmiałam się i roniłam łzy wzruszenia. Z przewagą tego pierwszego.


„Blue Valentine” reż. Derek Cianfrance

Nie będę owijać w bawełnę – to przygnębiający film. O tym, jak rodzi się miłość. I o tym, jak miłość przemija. Dean i Cindy spotykają się przypadkiem i dają porwać szalonemu uczuciu. On jest facetem po przejściach, ona kobietą z przeszłością. Szybki ślub, dziecko i… proza życia. Po paru latach zdają się egzystować nie ze sobą, ale obok siebie. Co dalej…? Film nie udziela jasnej odpowiedzi, co – paradoksalnie – daje pewną nadzieję. W rolach młodego małżeństwa rewelacyjni Michelle Williams i Ryan Gosling.


2 komentarze:

broszki pisze...

"Revolutionary Road" rzeczywiście świetny film i zostaje w głowie na długo po zakończeniu.

Natomiast "About a Boy" to film w/g powieści Nicka Hornby'ego. Jeśli nie czytałaś, to polecam bardzo jego książki "How to Be Good" i "High Fidelity". Tę drugą też zekranizowano, John Cusack w głównej roli faceta, który nie za bardzo wie, co zrobić ze swoim życiem. Ma za to sklep z płytami i baardzo uwielbia muzykę, zapewne jak i sam autor, który w każdej książce to udowadnia :-)

Dwa pozostałe filmy, które opisujesz, jeszcze przede mną. Pozdrawiam.

Hazel pisze...

"Droga do szczęścia" - widziałam w kinie i bardzo przeżywałam, bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji emocjonalnej. Na szczęście życie napisało (albo sama sobie napisałam) bardziej optymistyczne zakończenie. "Przekleństwa niewinności" widziałam dawno temu i też zrobiła wielkie wrażenie. Mężczyzna i chłopiec - rozczula :). Początek z dzieleniem dnia na jednostki czasu... :D. Pozostałe na liście do obejrzenia. Blue Valentine już sobie zorganizowałam, ale czasu brak :/.

Prześlij komentarz