13.6.11

The Tree of Life


Na "The Tree of Life" Terrence'a Malicka szłam przepełniona entuzjazmem. Złota Palma, świetne recenzje, doskonali aktorzy. Niestety, z przykrością stwierdzam: zawiodłam się. Być może to dlatego, że spodziewałam się arcydzieła, a zobaczyłam po prostu przyzwoity, choć wielce oryginalny film.

Brad Pitt jest jak zawsze rewelacyjny. Ze swoją rolą świetnie poradził też sobie Hunter McCracken (jako mały Jack), niezła jest Jessica Chastain. Z kolei Sean Penn nie gra, a snuje się po ekranie z miną wielkiego cierpiętnika.

Część filmu okazująca napiętą atmosferę w domu państwa O'Brien jest ciekawa i przykuwa uwagę widza. Pan O'Brien (Pitt) jest surowym, wymagającym i nie znoszącym sprzeciwu ojcem. Gdy wyjeżdża w podroż służbową, jego trzej synowie nie ukrywają radości. Zwłaszcza Jack ujawnia swą buntowniczą naturę.

Z ekranu raz za razem płyną pełne refleksji zdania. Bohaterowie zadają szereg pytań dotyczących życia, wiary, przeznaczenia. Reżyser serwuje nam zdjęcia wszechświata, natury i morskich stworzonek. Przy dźwiękach "Lacrimosy" Preisnera oglądamy Wielki Wybuch, galaktyki, nie zabraknie nawet dinozaurów (na co sala zareagowała śmiechem, co oznacza, że zupełnie nie zrozumiała przesłania). I to wszystko, owszem, piękne i dające do myślenia – ale przeraźliwie nudne i rozwleczone do granic wytrzymałości! Parę osób opuściło kino jeszcze w trakcie seansu, a gdy wreszcie pojawiły się napisy końcowe, wszyscy odetchnęli z ulgą.

"The Tree of Life" nie jest filmem do oglądania – jest filmem do kontemplowania. Bardzo, naprawdę bardzo chciałabym napisać, że to jedno z lepszych dzieł kinowych, jakie widziałam. Niestety... Może gdybym obejrzała raz jeszcze... Bez tego pana po lewej, któremu nie zamykała się buzia i bez dziewczyny z przodu, która co pięć minut sprawdzała coś w telefonie.

Może...


4 komentarze:

iza pisze...

http://www.4vikings.com/ Ewonie, tu jest dopiero bizuteria :)

Sunniva pisze...

I am looking forward to seeing this movie! xoxo

Marylinda pisze...

Mi nikt z widzów nie przeszkadzał, za to przeszkadzał mi film. Moim zdaniem nudny, zbyt dosłowny i bez polotu. Nawet aktorom nie udało się go uratować.

Pozdrawiam :)

tektuura pisze...

ach i do tego jeszcze popcorn! dużo popcornu, bo jakże inaczej, po to idziemy do kina! przez to zrezygnowałam z chodzenia na filmy wymagajace skupienia, czy spokoju do 'duzych' kin...

Prześlij komentarz