26.6.11

Nic do oclenia / Rien à Déclarer

Lubię francuskie komedie. Są bezpretensjonalne, zabawne i ciepłe. W przeciwieństwie do amerykańskich, nie epatują humorem z rynsztoka. Bardzo podobały mi się "Czyja to kochanka?" i "Jeszcze dalej niż północ" - tym chętniej wybrałam się więc na "Nic do oclenia". Trzeba przyznać, że Dany Boon jest w formie. Napisał scenariusz, wyreżyserował film i wcielił się w jedną z głównych postaci. "Nic do oclenia" to satyra na francusko-belgijskie animozje. Rok 1993. Po zniesieniu granic w UE, francuski celnik Mathias (Boon) i jego belgijski odpowiednik Ruben (Benoît Poelvoorde) są zmuszeni pracować razem. Sprawę komplikuje fakt, iż Ruben otwarcie przyznaje się do niechęci (lekko mówiąc) wobec Francuzów. Film Boona obfituje w błyskotliwe dialogi i sytuacyjne gagi. Nie tyle obala stereotypy, co bezlitośnie je wyśmiewa. To godne pozazdroszczenia, że zarówno Francuzi, jak i Belgowie, potrafią śmiać się z samych siebie. Ze swoich narodowych przywar i wad. My, Polacy, nie mamy wobec siebie takiego dystansu. Traktujemy naszą polskość śmiertelnie poważnie. A szkoda, bo tematów na dobrą, prześmiewczą komedię o Polakach nie brakuje.

4 komentarze:

Hazel pisze...

Też lubię francuskie komedie, a na Jeszcze dalej niż północ płakałam ze śmiechu, więc chętnie skorzystam z rekomendacji. Francuskie komedie są bardziej "życiowe", tzn. nie wszyscy bohaterowie wyglądają jak modele i modelki, nie wszyscy są megabogaci i mają prestiżowy zawód, więc łatwiej się z nimi identyfikować.

iza pisze...

i ja i ja, fakt Jeszcze dalej niz polnoc bylo odjechane :)moze tez sie przejde obejrzec :):)

Mała Mi pisze...

;) dzień dobry :) właśnie też zamierzam obejrzeć ten film... No i Kochanki jeszcze nie widziałam... piszesz, że warto? :) Zobaczymy :)


Miłego dnia!!

broszki pisze...

Świetny blog! Bardzo podobają mi się Twoje recenzje, no i cała oprawa tej strony! Super, będę odwiedzać :-)

Prześlij komentarz