31.5.11

RMS Titanic – in memoriam

”Titanic” Jamesa Camerona nie jest najlepszym filmem, jaki widziałam, ale na pewno jednym z tych ukochanych. Zdaję sobie sprawę z jego licznych wad. Jest ckliwy i chwilami nudnawy. Po latach trąci myszką. Ale to dzięki niemu narodziła się moja fascynacja słynnym liniowcem. W ogóle jestem pasjonatką starych, wielkich transatlantyków, ale historia Titanica jest pod wieloma względami wyjątkowa.
Każdy wie, że był największym, najbardziej luksusowym statkiem w owym czasie. Że podróżowali nim zarówno bogacze, jak i biedni emigranci. Że podczas swojego dziewiczego rejsu uderzył w górę lodową. Że zabrakło szalup ratunkowych i że zanim zniknął w lodowatych wodach Atlantyku, przełamał się na pół. Ale te informacje to – nomen omen – wierzchołek góry lodowej. James Cameron skupił się na najważniejszych i najbardziej „medialnych” momentach, pomijając szereg szczegółów, które składają się na historię tego pięknego liniowca. Trudno mieć do niego pretensje – nakręcił przecież melodramat, a nie program popularno-naukowy. Skłonił mnie jednak do poszukiwań, w wyniku których wręcz połknęłam kapitalną książkę Daniela Allena Butlera „Niezatapialny. Pełna historia RMS Titanic”. Butler opisuje w niej dzieje statku od planowania jego budowy, aż po zatonięcie i odkrycie wraku w 1985 roku. Znaczną uwagę poświęca pasażerom i członkom załogi – ich emocjom, zachowaniu, motywom postępowania. Próbuje ich zrozumieć, lecz nie ocenia.
Autor pisze we wstępie: „Żadnej innej katastrofy w dziejach ludzkości nie można było uniknąć łatwiej i żadna inna nie była bardziej nieuchronna”. Z książki dowiadujemy się między innymi, dlaczego po zderzeniu czołowym Titanic by nie zatonął. Albo czemu jeden z pasażerów opuścił pokład w Cherbourgu, unikając w ten sposób niechybnej śmierci. Mnie z kolei najbardziej poruszył fakt, iż w niewielkiej odległości od tonącego Titanica znajdował się inny statek, Californian. W wyniku niefortunnego zachowania jednego z telegrafistów słynnego liniowca, jego zirytowany odpowiednik z Californiana wyłączył radio… Załoga obu statków widziała się nawzajem. Motywy postępowania kapitana Californiana, który mimo widoku wystrzeliwanych przez Titanica rac nie podjął decyzji o włączeniu radia, do dziś wzbudzają emocje. Californian dysponował pewną liczbą szalup ratunkowych, mógłby też przyjąć na swój pokład cześć pasażerów Titanica. Swoją drogą Titanic używał rac w kolorze białym, a nie czerwonym (jak nakazuje zwyczaj), bo takowych na statku po prostu nie było... To tylko jedna z wielu fascynujących historii związanych z pięknym transatlantykiem.
Czemu wspominam o tym akurat dzisiaj? Otóż dokładnie 100 lat temu, 31 maja 1911, w Belfaście zwodowano Titanica. No i tak mnie naszło, żeby poświecić mu osobny post na blogu. Przy okazji szczerze polecam książkę Butlera. Historia Titanica to nie tylko historia statku, ale także pewnej epoki. Na liniowcu znajdowała się bowiem próbka społeczeństwa, ze wszystkimi jego warstwami i zwyczajami. Rozdziały poświęcone życiu na statku przed katastrofą czyta się jak dobrą powieść obyczajową. Świetną skarbnicą wiedzy o liniowcu White Star Line jest też internetowa Encyclopedia Titanica. Znajdziecie tam między innymi pełną listę pasażerów i członków załogi, cargo, restauracyjne menu, a także setki artykułów, zdjęć, filmów i animacji.
Butler pisze o 31 maja 1911: „Ten dzień był jednym z najszczęśliwszych w historii White Star Line. (…) Titanic nie potrzebował fanfar, był dziełem samym w sobie”.

Zobacz także: RMS Titanic - 100th Anniversary
 
wodowanie Titanica - Belfast, 31 maja 1911
(photos: maritimequest.com)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz