21.5.11

FMF - Distant Worlds: music from FINAL FANTASY

Jestem wielką miłośniczką muzyki filmowej. Dzięki skojarzeniu z konkretnym obrazem, niesie ona w sobie niesamowity ładunek emocji. Owszem, bywa nieznośnie patetyczna lub męcząco ckliwa. Często irytuje. Ale wśród mojej kolekcji płyt, soundtracki plasują się na pierwszym miejscu i nie sądzę, by ich pozycja była zagrożona. Bardzo lubię wzruszyć się czasem przy pięknych melodiach Johna Barry’ego lub podkręcić głośność przy pełnych rozmachu kompozycjach Hansa Zimmera czy Jamesa Hornera.
Dlatego też z podnieceniem oczekiwałam na drugi koncert w ramach Festiwalu Muzyki Filmowej, który odbył się w sobotę 20/05 w hali ocynowni ArcelorMittal Poland. Miejsce koncertu nie było mi obce – parę lat temu miałam przyjemność wysłuchać tam Carminy Burana Carla Orffa. Wielkość i industrialny wygląd hali robią ogromne wrażenie.
Rezerwując bilety wahałam się pomiędzy dwoma koncertami – w końcu zdecydowałam się na Distant Worlds: music from FINAL FANTASY. A więc nie muzyka filmowa, a muzyka… z gry komputerowej. W dodatku takiej, którą znam tylko z nazwy. Przeczytałam jednak, że to gra absolutnie kultowa, a jej ścieżka dźwiękowa jest rewelacyjna. I rzeczywiście – nie zawiodłam się. Zresztą sam fakt, iż muzyka była wykonywana na żywo przez pełną orkiestrę przy udziale chóru, sopranistki, tenora i barytona sprawił, że słuchało się tego z zapartym tchem. Muzyce towarzyszył obraz – na ogromnym ekranie wyświetlano fragmenty kolejnych części Final Fantasy. (Tu mała dygresja – patrząc na prymitywne, pierwsze odsłony gry oraz jej nowsze wersje widać, jak niesamowicie technika poszła do przodu!). Dyrygował słynny Arnold Roth, a gośćmi specjalnymi byli kompozytor Masashi Hamauzu oraz twórca Final Fantasy, wąsaty Hironobu Sakaguchi. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek sięgnęła po tę słynną grę. Nie dlatego, że gardzę tego typu rozrywką. Wręcz przeciwnie – fragmenty, które wyświetlano, były bardzo zachęcające i przypominały sceny z filmu (ale czy animowanego? postacie były tak realistyczne…). Nie sięgnę, bo istnieje duże prawdopodobieństwo złapania bakcyla, a ja po prostu nie mam na to czasu!
Warto wspomnieć, że zanim zaprezentowali nam się Japończycy, wysłuchaliśmy fragmentów muzyki do polskiej (zresztą bardzo popularnej na świecie) gry „Wiedźmin 2”. Patetyczna, ale naprawdę piękna.
Za rok też się wybiorę, bez względu na repertuar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz