27.2.11

Academy Awards = Vanity Fair


Jeszcze kilka lat temu ceremonia rozdania nagród Akademii (znanych szerzej jako Oscary) fascynowała mnie do tego stopnia, iż byłam w stanie śledzić ją z zapartym tchem od drugiej nad ranem do bladego świtu. Minęło trochę czasu, w końcu dostrzegłam cały ten blichtr i emocje nieco opadły. Dziś w zupełności wystarczy mi krótkie streszczenie w porannym wydaniu TVN24.

W całej historii "Oscarów" wiele było kontrowersyjnych decyzji - jak chociażby przyznanie palmy pierwszeństwa przeciętnemu "Rocky'emu" przy jednoczesnym zignorowaniu genialnego "Taksówkarza" Scorsese. I choć nagrody te uchodzą za najbardziej prestiżowe wyróżnienie w świecie filmu, coraz więcej w nich komercji, a coraz mniej rzetelnej, bezstronnej i apolitycznej oceny.

Odnoszę czasem wrażenie, iż niemiłosiernie długa i nudna ceremonia służy jedynie za tło dla drogich sukien, jeszcze droższej biżuterii i niezliczonej ilości po-oscarowych party. Jednym z najbardziej znanych przyjęć jest to organizowane przez miesięcznik "Vanity Fair", którego nazwa - targowisko próżności - doskonale podsumowuje całą imprezę.

Mogę krytykować, kpić i wytykać błędy, ale w pewnym stopniu ja także ulegam magii Oscarów. Po prześledzeniu listy nagrodzonych, przenoszę się na oscarowy czerwony dywan – miejsce najważniejszego pokazu mody w sezonie. Moje ulubione kreacje prezentuję poniżej.

Va-ni-ty Faaaaaair…

2 komentarze:

Sunniva pisze...

It must have been great fun to be at the Vanity Fair after party! Cameron Diaz looked great xo

Juliet pisze...

Thanks for visiting my blog!

Juliet xxx

Prześlij komentarz