1.12.10

Nowhere is safe


Przyznaję - jestem fanką Pottera. A przecież nie przepadam za fantastyką... Książki JKR nie są literaturą z wyższej półki, ale mają w sobie coś, co pozwala choć na moment oderwać się od szarej rzeczywistości. Trzy pierwsze tomy przede wszystkim bawią. W czwartym pojawia się śmierć, a potem pisarka idzie już na całego i mało komu udaje się ujść z życiem. Ale Dobro - choć okupione ofiarami - w końcu, rzecz jasna, wygrywa.
W ostatniej części, Harry Potter and the Deathly Hallows (producenci zrobili z niej dwa filmy, zapewne po to, by więcej zarobić) wesoło nie jest. Powiem więcej - jest przeraźliwie smutno i ponuro. Niby wiedziałam czego się spodziewać, ale zabrakło mi... magii. Szłam do kina z nadzieją na (mimo wszystko) rozrywkę, wyszłam najzwyczajniej w świecie zmęczona. Może to ze względu na późną porę? Albo fakt, że droga do kina łatwa i przyjemna nie była (zima, zima, zima biała)? Tak czy owak uczucia mam mieszane. A do producentów żal, że po macoszemu potraktowali Snape'a :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz