26.10.10

T R A I N S P O T T I N G



"Trainspotting" znajduje się w pierwszej piątce moich ulubionych filmów. Bez dwóch zdań. Genialne kreacje aktorskie (przede wszystkim Ewan McGregor i Robert Carlyle), niesamowita ścieżka dźwiękowa i sceny, które na długo zapadają w pamięci. Jak ta z chodzącym po suficie niemowlęciem.
Film ma już swoje lata, ale wspominam o nim, bo szłam ostatnio ulicą za chłopakiem wyglądającym jak Renton. Te same włosy, zgolone niemal do zera, przyciasna i przykrótka bluza, superobcisłe dżinsy rurki (Cheap Monday) i trampki. Wyglądał świetnie i zwolniłam kroku, by nie musieć go wyprzedzić. Moda nie odgrywa w "Trainspotting" kluczowej roli. Bohaterom jest wszystko jedno, co na siebie włożą - byle tylko mogli się naćpać. Jedynie Sick Boy ubierze czasem przyzwoity garnitur. "Trainspotting" nie jest wizualnie piękny. Ba! Jest wyblakły, szary, brudny i śmierdzący. Ale właśnie w tej pozornej niedbałości, w tym wręcz niechlujstwie tkwi jakiś nieodparty urok. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, koniecznie nadróbcie zaległości!

2 komentarze:

Juliet pisze...

Hi, thanks for visiting my blog!

juliet xxx

Sunniva pisze...

I haven't seen this movie, but after seeing these photos I'll have to! xoxo

Prześlij komentarz