29.7.10

Z tęsknoty za słowem (ręcznie) pisanym












Nie pamiętam kiedy ostatnio napisałam do kogoś list – taki prawdziwy, namacalny, jakby to ładnie powiedzieli Anglicy – tangible. Żadne tam pismo urzędowe czy formularz – ale list "z krwi i kości". Trochę za tym tęsknię. E-maile są takie sterylne, bezpłciowe. Zamiast otwarcia skrzynki kluczem – kliknięcie. Zamiast szelestu rozwijanego papieru – przewijanie myszką. Pisanie listów było kiedyś sztuką – dziś liczy się pośpiech i wygoda. I choć trudno się temu dziwić, pozostaje pewien niedosyt.
Dawno, dawno temu korespondowałam z kilkoma osobami. Dziś odkurzyłam archiwum i z nieukrywaną radością przewertowałam stos kopert, kartek i laurek dostarczonych ongiś przez listonosza. Miałam nawet penfrienda ze Szwajcarii! Ech, piękne mi kartki przysyłał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz