12.6.13

Liebster Blog



Zostałam wyróżniona przez Broszki - bardzo dziękuję!
Odpowiadając na Twoje pytania...

1. Film, który zrobił na Tobie największe wrażenie?
"Melancholia" von Triera.
2. Kontrolowany nieład czy perfekcyjny porządek?
Kontrolowany nieład!
3. Co jest Twoją największą pasją i kiedy ją odkryłaś?
Historia. Odkryłam, gdy skończyłam liceum :-)
4. Jak żyć? (Uwaga, max. 4250 słów ;-))) )
Udzielam głosu panu Premierowi.
5. Radio czy ulubione płyty?
Ulubione płyty.
6. Jakie masz najprzyjemniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Wakacje z rodzicami nad morzem.
7. Co najbardziej lubisz w swoim domu?
Eklektyzm.
8. Potrawa, która sprawia, że lepiej Ci na świecie?
Barszcz z ziemniakami.
9. Czyje pióro cenisz najbardziej?
Normana Daviesa.
10. Jaką kieckę założyłabyś na galę rozdania Liebster Blog???
Moją ulubioną w pepitkę.
11. No i oczywiście: Lewandowski czy Błaszczykowski????????????
Van Persie :-)


23.5.13

Miesiąc Fotografii w Krakowie 2013



F.C. Gundlach, Brigitte Bauer dla Sinza, 1966

W tym roku tematem przewodnim Miesiąca Fotografii w Krakowie jest MODA. Jeśli w najbliższym czasie zamierzacie odwiedzić Gród Kraka, koniecznie wybierzcie się na co najmniej jedną wystawę. W tym tygodniu "zaliczyłam" VANITY w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego - wystawę zdjęć z kolekcji F.C. Gundlacha (fotografie m.in. Helmuta Newtona, Irvinga Penna czy Richarda Avedona). W planach mam wyprawę do Bunkra Sztuki na "Pogranicza mody". 
Gratka dla fanów fotografii i pasjonatów mody!


Peter Lindbergh, top-modelki w NY, 1991

14.5.13

Lapins Crétins

 

Skretyniałe króliczki :-) 
Tak głupie, że aż śmieszne.
Absolutnie urocze!





11.5.13

Dieta "MŻ"




W końcu doczekaliśmy się wiosny. Owszem, pogoda nadal płata nam figle, ale jest CIEPŁO. Z ulgą "zarchiwizowałam" zimowe buty i wyciągnęłam moje ulubione baleriny (wygoda! wygoda! wygoda!). Rok 2013 rozpoczęłam pechowo - od zwichniętego kolana - toteż trochę mi się przytyło. Jak człowiek nie rusza się przez miesiąc, a przez kolejnych kilka paraduje o kulach tudzież w stabilizatorze (zwanym przez nas "robo-nogą"), to nietrudno o dodatkowe centymetry tu i ówdzie. Muszę dodać, iż ów człowiek lubi dobrze zjeść i jest łakomczuchem :-)



Tak czy owak wraz z odchodzeniem zimy w TV zaroiło się od reklam cudownych tabletek i koktajli odchudzających. Gdyby wierzyć im na słowo, wystarczy łyknąć specyfik rano i wieczorem i voilà! Nagle wszyscy faceci będą się za tobą oglądali, a koleżanki zzielenieją z zazdrości (to tekst z jednej z reklam). I tylko małym druczkiem jest czasem napisane, że tabletki jedynie WSPOMAGAJĄ odchudzanie i nie ma co liczyć na efekty, jeśli nie przejdziemy na zdrową dietę i nie będziemy regularnie ćwiczyć. Logiczne i zrozumiałe. Niestety wiele kobiet ślepo ufa reklamom i wydaje krocie na (drogie jak diabli) suplementy. Ostatnio młoda dziewczyna, za którą stałam w kolejce do aptecznego okienka, pytała farmaceutkę o "najszybciej odchudzającą tabletkę". No niestety, nie od razu Kraków zbudowano - trzeba wziąć się za siebie, trochę "pocierpieć" i uzbroić się w cierpliwość. 

Do pewnego wieku miałam bardzo szczupłą figurę - teraz muszę po prostu uważać, bo łatwo i szybko przybieram na wadze. Mój współczynnik BMI jest wręcz idealny, ale to pewnie dlatego, że jestem dosyć wysoka :-) Po paru miesiącach uziemienia i nonszalanckiej diety z trudem wcisnęłam się w moje ulubione dżinsy. Musiałam też chwilowo zrezygnować z obcisłych t-shirtów, bo uwydatniają to, co uwydatnione być nie powinno :-) Postanowiłam zawalczyć o smuklejszą sylwetkę i - przede wszystkim - lepsze zdrowie! Zaraz po Wielkanocy przeszłam na dietę i już po miesiącu widać efekty (o czym świadczą chociażby komplementy, jakie dostaję od znajomych). Co to za dieta? Najprostsza na świecie - dieta "MŻ".


"MŻ" to skrót od frazy "Mniej Żreć" :-) Komentarz chyba zbyteczny... W miarę stosowania diety "MŻ" zauważyłam, iż mam coraz mniejszy apetyt na niezdrowe, słodkie czy tłuste potrawy, a większy na to, co zdrowe i wartościowe. Jem mniej, ale jem też dużo mądrzej, przez co czuję się lepiej i na ciele i na duchu (poprawiła mi się nawet cera). Ze względu na nogę moje ćwiczenia ograniczają się do długich spacerów, unikania windy oraz podnoszenia ciężarków, ale z dnia na dzień coraz szybciej pokonuję schody na 5. piętro. Nie łykam żadnych wspomagaczy - jedynie raz dziennie piję szklankę wody z łyżeczką octu jabłkowego na poprawę trawienia. Gdybym stosowała specjalną dietę, zapewne schudłabym szybciej - ale to nie dla mnie. Lubię dobre, różnorodne (i na szczęście także zdrowe) jedzenie. 

Nie przeszłam na dietę po to, żeby oglądali się za mną faceci, a koleżanki pękały z zazdrości. Robię to dla siebie, dla dobrego samopoczucia oraz lepszej kondycji. Mój M. akceptuje mnie taką, jaką jestem - a ja chcę być szczęśliwa w swojej skórze :-)

 




2.4.13

My Style Icons (11) - Miranda Kerr






(skyliving.sky.com, graziadaily.co.uk, forum.purseblog.com, styleslice.blogspot.com, blog.egocloset.com, vs-models.com, sarahdanslenoir.wordpress.com, blog.asiantown.net, glamour.mx)

Miranda Kerr, popularna modelka, znana głównie z (cholernie kiczowatych) pokazów bielizny Victoria's Secret. Nawet ubrana w worek po ziemniakach, wyglądabały zjawiskowo.

19.3.13

Stephen Clarke - "1000 lat wkurzania Francuzów"


Brytyjczyk Stephen Clarke od lat mieszka we Francji. Zasłynął prześmiewczymi książkami na temat "żabojadów", w których nie pozostawił na ich obyczajach suchej nitki - ale zrobił to w tak zabawny sposób, że aż wstyd się obrazić :-) 

Teraz z kolei zabrał się za historię narodu znad Sekwany - pochylił się nad jego dziejami od wczesnego średniwiecza po dzień dzisiejszy. Clarke skupia się przede wszystkim na relacjach na linii Paryż-Londyn, które nigdy do najłatwiejszych nie należały (i ta tendencja utrzymuje się do teraz). Jeśli jednak myślicie, że to nudny podręcznik do historii, jesteście w błędzie. "1000 lat wkurzania Francuzów" jest zbiorem niezmiernie ciekawych historyjek, anegdot i opisów przełomowych wydarzeń, niezapomnianych bitew oraz postaci bardziej i mniej znanych. Clarke z typową dla siebie ironią i sarkazmem udowadnia, że ani crosissanty, ani bagietki, ani nawet bąbelki w szampanie nie są francuskie! I choć konsekwentnie, niemal na każdej stronie, podkłada Franzuzom nogę, widać jak na dłoni, że jest ogromnym frankofilem :-)


25.2.13

Silver Linings Playbook / Poradnik pozytywnego myślenia


Bardzo nietypowy film o miłości. Główni bohaterowie są co prawda urodziwi (Jennifer Lawrence i Bradley Cooper), ale daleko im do postaci wyjętych z "mainstreamowych" komedii romantycznych. Pat wyszedł właśnie ze szpitala psychiatrycznego. Tiffany to młoda, bezrobotna wdowa, której zachowanie jest co najmniej dziwaczne. I właśnie dlatego świetnie do siebie pasują (choć początki do łatwych nie należą). 

Strasznie podoba mi się ten film! Jest tak inny od hollywoodzkich romansideł, gdzie wszystko jest piękne, modne i cacy, a większość "problemów" wynika z faktu, że główni bohaterowie są rozpuszczeni niczym dziadowski bicz. W "Silver Linings Playbook" uczucie między Pat'em a Tiffany jest naturalne, szczere i piękne. Mimo deficytu designerskich wnętrz, kreacji od projektantów i pocztówkowych krajobrazów. Ich miłość przemawia do mnie po stokroć bardziej, niż uczucie pomiędzy Richardem Gere i Julią Roberts w "Pretty woman".

Jennifer Lawrence za swoją kreację otrzymała Oscara. Spore zaskoczenie, zważywszy na to, że średnia wieku członków Akademii przekracza 60 lat. To ogromne wyróżnienie dla aktorki, która większości kojarzy się przede wszystkim z wysokobudżetówką dla nastolatków - "Hunger Games" (swoją drogą, zupełnie przyzwoity film). W "Silver Linings Playbook" jest naprawdę doskonała! Zresztą Bradley Cooper także spisał się na medal.

Po prostu świetny film i już.